Dwa słowa

Po co w ogóle otwierać te pudełka? 

Na początek bardzo dobre pytanie. Pierwsza odpowiedź, która przychodzi mi do głowy, jest bardzo prosta: bo to milion razy lepsza rozrywka niż siedzenie przed telewizorem albo picie czterdziestego ósmego piwa w tym samym co zwykle pubie (poza tym kto powiedział, że nie można opędzlować czterdziestej ósmej puszki/butelki w trakcie – dajmy na to – „Agricoli”?). Granie pobudza szare komórki, ożywia spotkania towarzyskie, uzależnia.

Jak to się zaczęło?

Trudno dokładnie wyznaczyć początek naszej fascynacji planszówkami. Na pewno był rok 2008. Testowaliśmy rozmaite formy wspólnego spędzania czasu: były puzzle na 5000 elementów, wyskrobywanie rysikiem obrazu kota, painting by numbers… Aż pewnego dnia pojawił się „World of Warcraft”, wypatrzony wcześniej przez Piotrka w witrynie Graala niejako przy okazji (a okazją było pełne tęsknoty pociąganie nosem nad pudełkami figurek Warhammera – tęsknoty za jego piękną młodością). Do świata gier planszowych zawezwał nas więc WoW – jego ogromne, estetyczne pudło z mnóstwem figurek i milionem kostek w środku.

W niedługim czasie pojawiły się w kolekcji: klasyczny „Talisman”, genialna „Cywilizacja: Poprzez wieki”, uwielbiany do dziś „Arkham Horror” i nieszczęsny „Runebound” – kupiony dzięki zachęcającym recenzjom, a obecnie uznany przez nas za jedną z najbardziej dennych planszówek ever. Przytargałam też parę staroci ze zbiorów młodości (m.in. „Labirynt”, nierozegrany do dziś „Blef” , „Monopoly”, „Chińczyka” i ukochane „Scrabble”). Tak powstał zalążek naszej kolekcji, choć wtedy nie miałam pojęcia, że tym kolorowym pudełkom można zaprzedać duszę oraz większość wolnego czasu. I że największe odkrycia planszówkowe dopiero przed nami.

Dziś

Obecnie nasza kolekcja liczy ponad 100 tytułów, a my – mimo braku czasu i wciąż rosnących zaległości, dokupujemy kolejne pudełka i pomniejsze pudlęta (przy okazji pragnę zwrócić uwagę na słowo, które dla wielbicieli gier, szczególnie karcianych, brzmi jak „działka”, „dobry towar”, „może po lufce?”. Tym magicznym słowem jest DODATEK). Od tego naprawdę nie da się uwolnić, a przynajmniej my nie potrafimy, zresztą nie mamy po co, bo pojawił się kolejny fantastyczny powód rozwijania kolekcji – ma na imię Tomasz i prawdopodobnie za kilka(naście) lat, kiedy zrozumie, co mieszka z nim pod jednym dachem, posika się z radości :).

Kiedy zaczynaliśmy zabawę z grami planszowymi i karcianymi, w Polsce ta forma spędzania czasu przez dorosłych była jeszcze mocno niszowa. Dziś planszówki zyskują coraz większą popularność i co rusz na facebooku jakiś znajomy chwali się, co, kiedy i z kim rozegrał. Sklepy internetowe z grami rosną jak grzyby po deszczu, blogów tematycznych też coraz więcej, ale wciąż znakomita większość nie ma pojęcia, że współczesna gra planszowa to coś więcej niż „Chińczyk” czy „Monopol”. Chętnie dzielimy się naszymi doświadczeniami i wciągamy w temat wszystkich nieoświeconych.

Nasza kolekcja, statystyki, bazarek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: